27 grudnia 2024 r. Autor: Konrad Łukowicz
Cześć, chce wam opowiedzieć historię z mojego życia.
03 listopada 2016 rok — mój lucky day — dzień, w którym miałem wypadek samochodowy,
wypadek, który klasyfikował się do tych „śmiertelnych”.
W moim życiu imałem się różnych zawodów, jednym z nich było dostarczanie przesyłek jako
kurier DPD.

03 listopada – czwartek – zaczynał się jak każdy inny dzień, rano pobudka, jazda na magazyn, aby sortować paczki, przygotować busa do pracy, a następnie dostarczyć je do klientów na terenie Oświęcimia. Dzień minął szybko, jak każdy w tamtym czasie. Przesyłki rozwiezione – oprócz jednej, którą klientka miała odebrać następnego dnia, gdy będę na rejonie – tak zwany lewus. Paliłem w tamtym okresie dużo papierosów, jednak tego dnia papierosy skończyły mi się chwilę przed powrotem z rejonu na magazyn.
Z racji, że byłem umówiony z przyjacielem z lat szkolnych Michał Brzeźny i jego rodzicami na kręgle, stwierdziłem, że kupię papierosy w drodze do domu.
Jadąc ulicą Krakowską w Bestwinie, w stronę Czechowic-Dziedzic, pamiętam, że białe auto, prawdopodobnie był to Fiat Doblo, siedziało mi na „zderzaku”. Zredukowałem swoją prędkość i mijając znak strefy zabudowanej, nie miałem więcej niż 50 km/h. To ostatnie co pamiętam…
Pierwsze co pamiętam po ocknięciu to to, że, ktoś krzyczy do mnie „chłopie, coś Ty odje**ł!”, miałem jeszcze wtedy zamknięte oczy, czułem lekki smak krwi w ustach, nie do końca wiedziałem, co się stało. Otworzyłem oczy i widziałem wszystko dookoła mnie jak przez mgłę, biały samochód, prawdopodobnie ten sam, który jechał za mną chwilę wcześniej i mężczyznę, który chodzi tam i z powrotem kilka metrów przed maską mojego auta.
Dochodzę do siebie, czuję coraz mocniejszy smak krwi w buzi. Padają pytania ze strony kierowcy białego samochodu „co się stało?”, „możesz się ruszać?”, „jesteś w stanie wyjść z samochodu?”.
Dopiero po chwili dotarło do mnie to, co się naprawdę wydarzyło, odpowiadam mu jeszcze lekko otumaniony „chyba zasnąłem za kierownicą”, „mogę się ruszać”, „chyba nic mi nie jest” – ze względu na to, że z lewej strony nie było już drzwi, a niespodziewanie wyrosło drzewo, natomiast od strony pasażera był zawinięty dach, odpowiedziałem „mogę spróbować wyskoczyć przez przednią szybę” — której nie było — na co kierowca białego auto mnie zatrzymał i kazał czekać na przyjazd straży lub pogotowia.
Zadzwoniłem do Michał Brzeźny i mówię mu
- „Michał miałem wypadek”
- „ha ha ha, dobry żart Konrad, gdzie już jesteś…”
- „Michał Ku*wa rozjebałem się na drzewie”
- "Konrad Co się stało, wszystko w porządku?"
Michał myślał, że sobie żartuję, chociaż nigdy nie żartowaliśmy z tak poważnych tematów – takie z nas były śmieszki.
Następnie dzwonię do szefa:
- „Szefie miałem wypadek”
- „Hahaha, Konrad bardzo śmieszne, ile zostało Ci przesyłek do rozwiezienia?”
- „Szefie ku*wa rozje*ałem się na drzewie”
- „Konrad co się stało, gdzie jesteś?”
Szef też nie chciał uwierzyć od początku, chociaż nigdy z nim nie żartowałem – może po prostu za takiego śmieszka ludzie mnie odbierali.
Zanim przyjechało pogotowie, zadzwoniłem do Taty, zadzwoniłem do mamy, żeby ich powiadomić o tym, że miałem wypadek, że jestem w tym i tym miejscu i że dam im znać, do którego szpitala mnie zabiorą.

Pamiętam jak bardzo chciało mi się pić, rozglądałem się po samochodzie, czy nie leży gdzieś coś do picia, żebym mógł ugasić pragnienie.
Jest! Tymbark jabłko-brzoskwinia (mój ulubiony smak). Otwieram go, patrzę pod zakrętkę, a moim oczom ukazuje się napis: „JEST INNE WYJŚCIE” – w tamtym momencie całkowicie na to nie zwróciłem uwagi, moim najważniejszym celem było się napić. Przeczytałem, napiłem się i zakręciłem, zostawiłem go na miejscu pasażera.
Chwilę później słyszę syreny, przyjechało pogotowie. Ratownicy nie mogli uwierzyć, że ktoś w tym aucie pozostał przy życiu, nie mogli się do mnie dostać, bo auto stało na małej dziurze – od strony kierowcy było drzewo, od strony pasażera nie było do mnie dostępu, a przód samochodu wisiał nad małą skarpą. Jeden z ratowników zapytał się mnie czy jestem w stanie wyczołgać się pod siedzeniami pasażera – to było to - „Inne wyjście”
Na co dzień dokonujemy mnóstwo wyborów, nawet jeżeli nie skupiamy się na tym, są one nierozłączną częścią naszego życia. Nie mamy pewności czy decyzja, którą podjęliśmy, jest decyzją odpowiednią. Niektórzy mają przeczucie, inni mają mapę myśli, a są też tacy co instant wiedzą, co trzeba zrobić.
Często byłem zły na siebie, że podjąłem taką, a nie inną decyzję w swoim życiu, ciągłe pytania do samego siebie, a co by było, gdyby? Tylko po co? Tutaj warto pamiętać „PODJĄŁEM NAJLEPSZĄ MOŻLIWĄ DECYZJĘ W DANEJ CHWILI”.
Każdy z nas boryka się z różnymi problemami, sytuacjami bez wyjścia, w niektórych przypadkach może tak rzeczywiście jest – historia, którą opisałem wyżej, daje mi takie poczucie, że jednak gdzieś tam „jest inne wyjście” – niezależnie od tego, z czym akurat się borykamy. Wszystko zależy od tego jak MY do tego podejdziemy.
A może:
W życiu czasem wydaje się nam, że nie ma wyjścia z danej sytuacji, że już nic nie jesteśmy w stanie zrobić, że już dosłownie nic nie zadziała.
A może gdzieś tam jest to inne wyjście?


Komentarze
trenerzymentalni.kontakt@gmail.com